środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 17

Obudziłam się cała spocona z krzykiem. Oddychając ciężko, po prostu pozwoliłam łzom spłynąć po policzkach. Usiadłam na łóżku i przyciągając nogi do klatki piersiowej, siedziałam tak, próbując się uspokoić.
Zazwyczaj kiedy to się działo, był przy mnie Dany... Zawsze kiedy słyszał, moje krzyki, nerwowe mówienie czegoś niezrozumiałego przez sen, był przy mnie i zawsze wiedział o co chodzi. Siedział, pomagając mi, lub po prostu był. Nie musiał nic mówić... wystarczyło, że był razem ze mną i miałam przeczucie, że wszystko jest z nim w porządku.
Te sny były takie realne... Tak jakby to był odrębny świat, w którym czuję ten przeszywający ból, połamanych kości, poobijanego i porozcinanego ciała... Tak, jakby ten prawdziwy koszmar, odgrywał się na nowo, i na nowo... bez końca.
Patrząc na zegarek, zorientowałam się, że jest czwarta nad ranem. Położyłam się i próbowałam zasnąć, ale za nic nie mogłam. Wspomnienia rozbudziły mój mózg, który rozmyślał wtedy nad tym, co by było gdyby, i przywoływał jeszcze więcej wspomnień, z którymi wiązał się psychiczny ból.
*
Szkoła... tak. Chyba skłamałbym mówiąc, że czekałem na ten dzień... Nie żeby coś, ale takie wolne dni, które w całości mogłem spędzać z Nathalie, były o wiele lepsze niż wstawanie wcześnie rano i pójście do szkoły. No ale cóż... mus, to mus. Jedynym pozytywem było to, że ostatnią lekcje-język francuski- mieliśmy razem.
Spakowałem książki do plecaka i szybko porwałem jakieś jabłko z miski. Pożegnałem się z Janette i wybiegłem z domu. Przez ten długi weekend, czułem się totalnie wyrzucony z rytmu i prawie dzisiaj zaspałem. Wsiadłem do samochodu i czym prędzej pojechałem do szkoły.
Pierwsza lekcja była katorgą. Przez to, że nie do końca się wyspałem, zrozumienie matematyki i trudnych zadań, które nauczycielka nam wykładała, graniczyło z cudem. Kolejne lekcje poszły nieco lepiej, ale nadal czekałem na wybawienie w postaci francuskiego, żeby zobaczyć się z Nathalie.
Moja klasa składała się w połowie z ludzi, do których raczej nic nie miałem i w połowie z tych, którzy byli naprawdę irytujący... Chyba w każdej klasie, musi znaleźć się jakiś kozioł ofiarny, ktoś, kto najlepiej się uczy, jacyś żartownisie i blond laleczki, które próbują za każdym razem zwrócić na siebie uwagę. Tak... w mojej klasie też była taka jedna i nie wiem czemu, ostatnimi czasami, albo mi się zdawało, albo próbowała się do mnie przystawić. Nie był to pierwszy raz, kiedy usiadła na jakiejś lekcji obok mnie, choć ostatnio myślałem, że to jednorazowa sprawa.
- Hej – jej piskliwy głosik uderzył w moje bębenki, prawie je rozwalając. Posłałem jej wymuszony uśmiech i szepnąłem ciche ‘cześć’. Dziewczyna usiadła obok mnie i rzuciła swoją czarną torbę, na nasz stół. Wyciągnęła kolorowe zeszyty i podręcznik do języka angielskiego i zaczęła je równo układać na stoliku. Obciągnęła bluzkę w dół, eksponując swój pokaźny dekolt.
„Serio?” jęknąłem w myślach i kiedy do klasy wpadł Liam. Miałem ochotę go zamordować za to, że tym razem się spóźnił. Posłałem mu mordercze spojrzenie ukradkiem pokazując na panienkę siedzącą obok mnie, na co on tylko posłał mi przepraszające spojrzenie i usiadł w ławce przed nami.
Postanowiłem ignorować Ashley, która ciągle chichotała pod nosem, sam nie wiem z czego i wyciągnąłem komórkę. Napisałem sms’a do Nathalie, której o dziwo nie spotkałem na korytarzu, przechodząc z sali do sali i schowałem komórkę za piórnik, żeby nauczyciel, który już rozkładał swoje pomoce naukowe na biurku, nie zauważył jej.
W pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka i cała klasa wstała, żeby przywitać się z nauczycielem. Gdy usiedliśmy otwarłem zeszyt i wziąłem długopis, żeby zapisać temat.
- Um, Harry, mógłbyś powiedzieć mi, jaki jest temat? – blondynka spytała przesłodzonym głosem, a ja popatrzyłem na nią, jak na jakąś szurniętą wariatkę.
- Taa... jasne, tylko tak właściwie, to ten sam temat masz na tablicy – mruknąłem, przyglądając się jej i ściągając brwi w zamyśleniu. Dziewczyna tylko zachichotała, czerwieniąc się i zapisała temat w zeszycie, swoim długopisem z różowym pluszem, na górze. Czy ona próbowała zwrócić na siebie moją uwagę? Szczerze powiedziawszy, to nieźle jej to wychodziło...
Wziąłem potajemnie do ręki, świecącą się komórkę i przeczytałem odpowiedź Nathalie.
„U mnie w porządku... A jak Tobie leci dzień? Xx” 
Uśmiechnąłem się i popatrzyłem kątem oka, na przyglądającą mi się „potajemnie” blondynkę.
„U mnie też, pomijając mały szczegół, że siedzę z dziewczyną, która molestuje mnie wzrokiem.”
Nie musiałem długo czekać na odpowiedź dziewczyny, która sprawiła, że rozciągnąłem usta w leniwym uśmiechu.
„Uh... mam się czuć zazdrosna? ;)”
Popatrzyłem szybko, czy nauczyciel się mi nie przygląda i gdy zauważyłem, że mówi coś do połowy klasy, która go słucha i zapisuje coś na tablicy, wklepałem w dotykowy ekran odpowiedź.
„Hmm... szczerze powiedziawszy, to od molestowania wzrokiem się zaczyna... potem jest część z rozbieraniem wzrokiem... więc myślę, że powinnaś ;p”
„Oj... niech ja tylko ją dorwę w moje ręce... Nikt nie będzie cię ani molestował, ani rozbierał wzrokiem... nie pozwolę na to! :) (tylko ja mogę to potajemnie robić!)” – zachichotałem pod nosem, widząc kolejną odpowiedź mojej dziewczyny.
„Chyba już za późno... Nie mogę się doczekać francuskiego! (naprawdę to robisz? :D)”
„Ja też... a teraz wracaj do nauki, bo może się to źle dla nas skończyć! Porzucam Cię mój ukochany, dla jakże fascynującego życia płazów i tego mega seksownego profesora-Żaby ;) (a co Ty myślałeś... oczywiście, że tak... tylko ja nie zaczynam od molestowania wzrokiem... ja od razu przechodzę do rozbierania ;)) x”  - mało brakowało, a przy tej odpowiedzi wybuchnął bym śmiechem. Zobaczyłem tylko jak nauczyciel przygląda mi się z zaciekawieniem i musiałem porzucić wyobrażenie profesora, o którym pisała dziewczyna. Mając przed oczami średniego wzrostu faceta, z ulizanymi czarnymi włosami, kwadratową twarzą, przez którą zyskał przydomek „żaba”, prostokątnymi okularkami i pogniecionym sweterku w romby, ciężko było się nie śmiać.
„Hahaha... czuję się zdradzony! Żegnaj! (muszę to kiedyś zobaczyć! :D) x”
Uśmiechnąłem się pod nosem i powoli, żeby nauczyciel nie zauważył, schowałem komórkę do kieszeni. Wróciłem do słuchania jego nudnego wykładu i po chwili zacząłem zapisywać notatki. Kiedy pisałem, wprost czułem palący wzrok Ashley na sobie... serio, jeszcze chwila, i coś jej zrobię! Niech mi ktoś przyniesie patelnie, żebym mógł walnąć ją w głowę i zamknąć jej przeszywające, zanadto pomalowane oczy, na jakieś pół godziny...
*
Ze względu na to, że nadszedł czas na francuski, udałem się do szkolnych szafek, żeby wyjąć z nich potrzebne podręczniki i schować resztę niepotrzebnych. Zamknąłem niebieską szafkę i zobaczyłem, jak obok mnie staje Liam.
- Hej stary – przywitałem się z nim, naszą męską sztamą i uśmiechnąłem.
- Cześć Harry... serio, przepraszam cię za to, że tak się dziś spóźniłem – zmarszczył twarz, robiąc przepraszającą minę.
- Nic się nie stało – poklepałem go po ramieniu i popatrzyłem na drobną brunetkę, która stała przy swojej szafce.
- Ashley bardzo dała ci popalić? – spytał.
- Hmm... ostatnio jest jej wszędzie pełno. Zaczynam naprawdę zastanawiać się, czego ona ode mnie chce... – mruknąłem.
- Współczuję. Będziesz dziś na próbie?
- Jasne. – Uśmiechnąłem się i zawiesiłem plecak na ramieniu. – Sorry Li, ale muszę lecieć. Do zobaczenia na próbie! – pożegnałem się szybko i podbiegłem do stojącej tyłem Nathalie, która właśnie wyciągała swoje podręczniki z granatowej szafki.
Objąłem ją od tyłu i nachyliłem się szepcząc „cześć skarbie” na co dziewczyna podskoczyła w miejscu.
- Harry... – powiedziała na wydechu - Aż tak lubisz mnie straszyć? Chcesz mnie przyprawić o zawał w tak młodym wieku? – spytała żartobliwie, ale po jej reakcji widziałem, że faktycznie udało mi się ją wystraszyć.
- Przepraszam – mruknąłem i cmoknąłem te piękne malinowe wargi, które tak uwielbiałem. Odsunąłem się od dziewczyny i przyjrzałem się jej twarzy. Wyglądała trochę inaczej... wory pod oczami, ewidentnie wskazywały na nieprzespaną noc, lub długi płacz... „A może jedno i drugie...”
- Co się stało? – spytałem bez ogródek nie ściągając rąk z jej talii. Dziewczyna nieco się zmieszała, ale popatrzyła na mnie pytająco.
- Ale o co ci chodzi? Przecież nic się nie stało... – powiedziała cicho.
- Nathalie, mnie nie oszukasz... A już nawet gdyby, to możesz mówić co chcesz, ale te wory pod oczami mówią same za siebie... Czemu płakałaś? Ktoś ci coś zrobił? – spytałem zmartwiony i po moim kręgosłupie przebiegł zimny dreszcz, na myśl o tym, że ktoś mógłby jej coś zrobić. „Dany...” odezwała się moja podświadomość sprawiając, że jeszcze gorzej się poczułem.
- Nie płakałam... – mruknęła, ale kiedy zobaczyła moje niedowierzające spojrzenie, przewróciła oczami i dodała – No dobra... może trochę... Ale w sumie, to nie mogłam spać i tyle... zwyczajna bezsenność – spróbowała się uśmiechnąć, żeby zakończyć ten temat i pójść do klasy, ale zatrzymałem ją i spojrzałem na nią władczo.
- Skoro to tylko bezsenność, to czemu płakałaś? – uniosłem brwi, próbując wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji.
- Harry... nigdy nie płakałeś, kiedy śnił ci się koszmar? – spojrzała pytająco. – No właśnie. Więc nie baw się w detektywa, tylko chodźmy już do klasy – nachyliła się, żeby cmoknąć mnie w policzek i wplotła palce swojej dłoni w moje. Pociągnęła mnie do sali i nie pozostało mi nic innego, jak udać się za nią.
*
- Panie Styles, proszę nam przedstawić ćwiczenie, które mieliście przed chwilą zrobić, i opisać krótko wybraną przez siebie osobę. – Głos nauczyciela przedarł się przez szepty uczniów, skutecznie ich uciszając. Harry podniósł głowę i spojrzał na nauczyciela, jakby upewniając się, że to właśnie jego poprosił. Chłopak odchrząknął i zerkając do zeszytu zaczął:
- Ma petit ami s’appelle Nathalie. Elle a dix-sept ans. Victoria est sa deuxiéme prénom. Londres est sa lieu naissance. Elle a une frére. Sa passion est le musique.  Nathalie a une belle voix – gdy usłyszałam ostatnie słowo, i poczułam, że zarumieniłam się lekko. Harry kontynuował: - Sa couleur préféré c'est le bleu. Elle aime le film et la musique. Nathalie est trés gentille.*  chłopak skończył, a nauczyciel pochwalił go za bezbłędną wypowiedź. Harry usiadł i posłał mi swój piękny uśmiech, po którym miękły mi kolana. „Dobrze, że teraz siedziałam...” Mogłam wprost się założyć, że cała płonę, i nawet lodowata woda by tego nie zmieniła.
Po lekcji francuskiego na całe szczęście nie było nic... No może poza próbą, ale na szczęście, do niej było jeszcze jakieś półtorej godziny. Harry więc postanowił, że nie możemy iść na próbę o pustym żołądku, i tym oto sposobem zabrał mnie na szybki lunch do naleśnikarni.
Miejsce znajdujące się na obrzeżach, do którego jak się weszło, to nie chciało się wychodzić. Przytulne pomieszczenie, urządzone skromnie, przypominające nie jakąś restauracyjkę, ale raczej dom. Człowiek przebywając tam, czuł się wyjątkowo rozluźniony i spędził miło czas, w ciepłej, przyjaznej atmosferze, panującej w środku.
Ściany pomalowane były na beżowo, poza jedną – błękitną. Na każdej z nich wisiało przynajmniej kilka obrazów, czy innych ozdób, co sprawiało, że wnętrze nie wydawało się takie puste... Brązowe zasłony, podwieszone były po bokach okna, a duży kominek, stojący przy jednej z beżowych ścian, dodawał temu miejscu swoistego ducha.
Usiedliśmy z Harrym przy jednym ze stolików pod oknem i powiesiliśmy swoje płaszcze na wieszaku przy kominku, żeby trochę się ogrzały, przed wyjściem na zewnątrz.
- Więc jakie pyszności sobie pani życzy? – spytał brunet, kiedy przeglądałam kartę wypełnioną wszystkimi możliwymi rodzajami naleśników. Od zwykłych, z serem i z dżemem, na słodko, do jakiś na słono, lub ostro. Cóż... zdecydowanie było w czym wybierać!
- Chyba wezmę z nutellą i truskawkami. – Posłałam chłopakowi delikatny uśmiech i odłożyłam kartę.
- Oh... Ty naprawdę jesteś wybranką mojego serca – chłopak wyszczerzył swoje białe ząbki. – Myślałem dokładnie o tym samym! – Zabrał dwie karty ze stolika i poszedł zamówić nasze dwie porcje naleśników z nutellą i owocami.
Nie wiem, co mnie popchnęło do tego, żeby napisać tego sms’a, nie wiem, czemu to zrobiłam, i chodź wiedziałam, że to będzie nie fair w stosunku do Harry’ego, zrobiłam to. Pod nieobecność chłopaka wyciągnęłam komórkę i szybko napisałam krótką wiadomość. Chwilę wahałam się kiedy miałam nacisnąć przycisk „wyślij”, ale w końcu zdecydowałam się i przejechałam palcem, po danym klawiszu. W tym samym czasie przyszedł brunet, więc szybko schowałam komórkę i popatrzyłam na uśmiechniętego chłopaka, siadającego naprzeciwko mnie.
- Ta miła pani przyniesie nam je, kiedy będą gotowe – powiedział pokazując głową na starszą panią, stojącą za ladą, najprawdopodobniej właścicielkę. Kobieta uśmiechała się przyjaźnie, co momentalnie wywołało moją sympatię do jej osoby.
- Jak czuję ten piękny zapach, to robię się podwójnie głodna – zaśmiałam się pod nosem. Zapach roznoszący się w pomieszczeniu, był piękny... Od samego początku, jak tu weszliśmy, czuć było mieszankę zapachu naleśników, cynamonu, owoców, czekolady i innych słodkości. Kilka stolików od nas, siedziała jedna para, i poza tym, to lokal świecił pustkami... To było w nim dobre. Było tu spokojnie i względnie cicho.
- Jakie masz plany na weekend? – Harry wyrwał mnie z zamyślenia i popatrzyłam na niego nieprzytomnym wzrokiem. Zaczynałam przetwarzać w głowie jego słowa i zastanawiać się nad nimi. I właśnie wtedy, moją głowę zajęła ta jedna, konkretna i niechciana myśl. „Kolejne kłamstwo?”
- Um... jak na razie żadne – posłałam nieco wymuszony uśmiech, ale na szczęście Harry tego nie zauważył. – W piątek muszę jechać do szpitala na zdjęcie szwów.
- Chcesz, żebym był tam z tobą? – chłopak spytał lustrując moją twarz. Nie odpowiedziałam mu. Pokiwałam tylko twierdząco głową i w tym samym momencie do naszego mahoniowego stoliczka, podeszła miła starsza pani, z dwoma talerzami pełnymi samych pyszności. Tak... jak je się coś takiego, można naprawdę szybko zapomnieć o problemach...
*
Na próbie było zaskakująco dobrze. Praktycznie wszyscy mieli już opanowane swoje role i jedyne co zostało, to jeszcze jedna próba jutro i ta generalna, zaplanowana na 2 godziny przez występem, pojutrze.
- Dobra robota. Dziękuję wszystkim i poproszę jeszcze odtwórców głównych ról, Harry’ego i Nathalie. Reszcie dziękuję. – Pani Montgomery skończyła i wszyscy zaczęli bić brawo. W końcu wszystko było dopięte na ostatni guzik... prawie.
Podeszliśmy z Harrym do nauczycielki, która zajęła się za składanie porozrzucanych na stole kartek z poszczególnymi tekstami. Pomogliśmy jej wszystko posprzątać, a ona podziękowała nam z wdzięcznością i zwróciła się do nas.
- Mam do was pytanie. Jako odtwórcy głównych ról, czeka was pocałunek pośrodku występu, podczas jednego ze spotkań bohaterów, a potem na domniemanym łożu śmierci Julii. Nie będzie z tym większego problemu? – pani Montgomery spojrzała na nas spod prostokątnych okularów i zmierzyła nas wzrokiem, pytająco. Popatrzyłam na Harry’ego, ale on tylko się uśmiechnął i przytaknął. Tak... ta kobieta chyba nie wie, że jesteśmy razem... „A skąd do diabła, miałaby to wiedzieć?!” odezwała się moja podświadomość i miałam ochotę pacnąć się w czoło.
- W takim razie super... Wolę się oczywiście upewnić, bo niektórzy nie potrafią pogodzić pracy teatralnej z uczuciami, czasem pozytywnymi, a czasem wręcz przeciwnymi, żywionymi do danej osoby – puściła nam oczko, a my zaśmialiśmy się oboje. – Dobrze... w takim wypadku, jesteście wolni – nauczycielka uśmiechnęła się przyjaźnie. – Do zobaczenia jutro dzieciaki!
- Do widzenia, pani profesor – odpowiedzieliśmy prawie na raz i znów zaśmialiśmy się. Wzięliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się do wyjścia.
Pogoda jak na porę roku, była nawet niezła. Co prawda zimny wiatr dawał nieco w kość a ogołocone z liście drzewa, zwiastowały zimę, ale jak na razie było w miarę znośnie.
Zapięłam beżowy płaszcz i naciągnęłam na głowę czapkę. Poprawiłam włosy i stanęłam w miejscu nie będąc pewna, jak to rozegrać. Harry zatrzymał się kilka kroków przede mną, zauważywszy, że nie idę i posłał mi pytające spojrzenie.
- Nie idziesz? – spytał zdziwionym głosem.
- Um... nie. Wiesz co? Muszę jeszcze coś załatwić, a przy okazji się przejdę... dobrze mi to zrobi. – Posłałam mu kolejny nieco sztuczny uśmiech tego dnia. „Kłamiesz bez mrugnięcia okiem...” odezwała się moja jakże pocieszająca podświadomość.
- Jesteś pewna? Przecież mogę cię podwieźć... nie ma najmniejsze... – nie dałam mu dokończyć, tylko wcięłam się trochę w zdanie.
- Nie, Harry. Naprawdę. Muszę już lecieć, zobaczymy się jutro w szkole. – Podeszłam do niego i pocałowałam go na pożegnanie, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam przed siebie. Odwróciłam się jeszcze raz, uśmiechając do niego i widząc jak jeszcze chwilę stoi na parkingu zdezorientowany. W końcu on też się odwrócił, wsiadł do auta i pojechał.




Udało mi się wczoraj nabazgrolić ten rozdział...w końcu xD
Mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu wam się podoba ;)

*Harry w wypowiedzi po francusku, kiedy nauczyciel prosi go o krótkie opisanie wybranej przez niego osoby, mówi mniej więcej tak: Moja dziewczyna ma na imię Nathalie. Ma 17 lat. Victoria, to jej drugie imię. Londyn jest jej miejscem urodzenia. Ma jednego brata. Jej pasą jest muzyka. Nathalie ma piękny głos. Jej ulubionym kolorem jest niebieski. Uwielbia filmy i muzykę. Nathalie jest bardzo ładna.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 16

Spanie samemu nie było już tak przyjemne. Czując czyjeś ciało, które dodatkowo cię ogrzewa, daje ci jakieś tam poczucie bezpieczeństwa, czy to po prostu, że jest, jest zupełnie inną bajką niż spanie samemu. Rozsunąłem rolety w pokoju, żeby wpadło do niego trochę promieni słonecznych. Dzisiejszy dzień wcale ich nie poskąpił, wręcz przeciwnie. Na zewnątrz panowała cudowna pogoda. Niebieskie niebo było przykryte dosłownie kilkoma chmurkami, a cały Londyn oświetlany był przez słońce.
Zszedłem na dół i zastałem tam Janette wcinającą naleśniki z czekoladą, bitą śmietaną i owocami. „Nie jest dobrze...” Poradzenie sobie Janette z najczęściej miłosnymi problemami, to było zajadanie się albo takimi naleśnikami z dużą ilością dodatków, albo jedzenie dużej ilości lodów waniliowych. W innym wypadku raczej tego nie jadła...
- Co jest? – spytałem się nawet nie witając i widząc jej przybitą minę. Ta podniosła gwałtownie głowę i złapała się za klatkę piersiową.
- Jezu, Harry... wystraszyłeś mnie! – krzyknęła wystraszona. – A tak w ogóle, to mógłbyś nie latać po domu w samych bokserkach – skrzywiła się lustrując mnie wzrokiem.
- Dobra, nie zmieniaj tematu. Połowę mojego życia łażę po domu w bokserkach i dotychczas nie zwracałaś na niego uwagi. Lepiej mów, co się stało... – mruknąłem siadając i kradnąc jej kawałek pomarańczy z talerza.
- Ej, to moje – powiedziała oburzona i zasłoniła dłońmi talerz.
- Więc...? – ponagliłem.
- Ugh... pamiętasz mojego szefa, z którym byłam kiedyś na randce – zaznaczyła ostatnie słowo w powietrzu palcami. Zacząłem udawać, że się zastanawiam, drapiąc się po brodzie i wznosząc oczy.
- Hmm... niech pomyślę... tyle tych randek było, że nie wiem, czy dam sobie radę przypomnieć... – poczułem mocne kopnięcie w piszczel pod stołem i lekko zwinąłem się z bólu. – Ałć! Potem ty będziesz musiała latać ze mną po szpitalach ze złamaną nogą – zaśmiałem się widząc jej poirytowaną minę. – Dobra, oczywiście, że pamiętam. Więc, co z nim?
- Z tobą gorzej, jak z dzieckiem – przewróciła oczami.
- Ale mnie kochasz, bo jeszcze mnie nie wyrzuciłaś z domu – wyszczerzyłem zęby.
- To się jeszcze okaże – mruknęła pod nosem tak, jakbym miał tego nie usłyszeć i nabrała na widelec owoca i kawałek naleśnika. – A więc mój ‘kochany’ szef, zaproponował mi drugą randkę... – prychnęła pod nosem, patrząc w talerz.
- Więc w czym problem? – ciągnąłem ją za język, bo rozmowna, to ona dziś nie była...
- Boże... jest młody, przystojny, dobrze ustawiony i tak dalej, ale jest dupkiem... nie mówiąc już jak się zachowuje na tych randkach, to widać, że zależy mu tylko na jednonocnej przygodzie – zaciskając mocno zęby, wbiła widelec w naleśnika. – Powiedz mi... czy ja muszę mieć aż takiego pecha do facetów?
Współczułem jej, ale było jedno co mnie dziwiło. Janette naprawdę była ładna, mądra i zabawna... pewnie gdyby nie to, że w pewien sposób łączyły nas więzy krwi, a ona była o sześć lat starsza, to zarywałbym do niej tak, że by się za mną kurzyło. Ale miała jakiegoś niewytłumaczalnego pecha do chłopaków i po swojej ostatniej zranionej miłości, z nikim się nie umawiała... aż do teraz, kiedy umówiła się z kompletnym dupkiem, który za razem był jej szefem i znów była przybita. Nienawidziłem oglądać jej w takim stanie.
- Dobra, koniec tematu – zarządziła. – A tak w ogóle, to twoja mama dzwoniła – Jane uśmiechnęła się do mnie delikatnie, i wróciła do zajadania naleśników.
- Mówiła coś konkretnego? – spytałem, wstając i przygotowując sobie herbatę.
- Umm... nie. W sumie, to tylko tyle, że za dwa tygodnie przyjeżdża z Robinem nas odwiedzić i zobaczyć, jak twoje szkolne wyniki...
- Ups...
- No... ja na twoim miejscu popoprawiałabym, jeśli masz coś do poprawiania, Harry – wystawiła język, a ja prychnąłem.
- Ja? Do poprawiania? Błagam cię... moje oceny są... PRAWIE perfekcyjne – wyszczerzyłem się do niej, a ona odkładając pusty talerz po śniadaniu, poczochrała mnie po włosach. Zrobiłem naburmuszoną minę i zmarszczyłem nos. – Co wy wszyscy macie z tymi moimi włosami?!
- No bo ty jesteś takie słodkie Hazziątko – mruknęła sepleniąc i złapała mnie za policzki, jak to robią babcie, małym, przerażonym dzieciom. – No i masz fajne loczki! – poczochrała mnie po raz drugi na co tylko przewróciłem oczami, i poprawiłem rozwaloną fryzurę.
- Serio, Janette... powinnaś się leczyć – pokiwałem z niedowierzaniem głową.
- Błagam cię Harry... na to nie ma już lekarstwa – wyszczerzyła się i wyszła z kuchni.

Nathalie pojawiła się u mnie przed szesnastą. Chciała przyjść wcześniej, ale musiała pozałatwiać pewne sprawy z ciotką i udało się jej przyjechać dopiero teraz. Janette ze względu na to, że również wychodziła, na jakiś babski wieczór z koleżanką, postanowiła mi pomóc i tak naprawdę, nie zostało do zrobienia prawie nic.
Siedzieliśmy na kanapie, rozmawiając. Nathalie oparła głowę o moje ramię i bawiła się palcami mojej prawej dłoni.
- Co będzie, po powrocie do szkoły? – spytała cicho, nadal skupiając się na naszych rękach.
- Nie wiem... wiem tylko tyle, że będę cholernie za tobą tęsknił przez te wszystkie, okropnie się ciągnące minuty wszystkich zajęć... no może poza francuskim – uśmiechnąłem się, i objąłem ją ramieniem, przyciągający tym samym bliżej siebie, i składając pocałunek w jej ślicznie pachnących włosach. Ona mruknęła tylko i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- Wiesz co... gdyby nie to, że będziemy mieć zaraz gości i mam tego świadomość, to chyba zasnęłabym tu na twoim ramieniu – przymknęła oczy i jakby na potwierdzenie swoich słów ziewnęła.
- Będę wiedział na następny raz, żeby do CV wpisać sobie, że jestem świetną poduszką – zaśmiałem się a dziewczyna dźgnęła mnie palcem w żebra, na co podskoczyłem. – Ej! Za co tym razem? Co wy wszyscy się na mnie dzisiaj uwzięliście? – jęknąłem zaskoczony.
- Nie będziesz sobie tego wpisywał w CV, bo wtedy twoja pracodawczyni będzie chciała cię wypróbować, a ja nie lubię się dzielić – dziewczyna zerknęła na mnie rozbawionym wzrokiem i uśmiechnęła się cwanie. Przewróciłem ją, tak, że leżała teraz pode mną na kanapie i nachyliłem się nad nią skradając jej całusa.
- Wierz mi kotku, jestem cały twój... Żadna inna kobieta nie wchodzi w grę, kiedy ty masz moje serce... – uśmiechnąłem się gładząc ją delikatnie po policzku i widząc jak się delikatnie speszyła i zarumieniła, chwyciłem jej podbródek i wpiłem się namiętnie w lekko rozchylone, malinowe wargi. Po kręgosłupie przebiegł przyjemny dreszcz. Uwielbiałem badać za każdym razem na nowo, smak jej miękkich ust. Można było powiedzieć, że ten pocałunek trwał całą wieczność. Oderwałem się od niej dopiero wtedy, kiedy płuca zaczynały powoli domagać się świeżej porcji tlenu. Popatrzyłem na jej intensywne błękitne tęczówki, w których pojawiła się ta charakterystyczna ‘iskra’ w oku.
- Kocham cię, Nathalie... – mruknąłem prosto w jej usta i jeszcze raz krótko ją pocałowałem, co przerwało głośne chrząknięcie. Momentalnie poderwałem się i zobaczyłem Louisa stojącego zaraz obok kanapy. Szczerze powiedziawszy, był bardzo rozbawiony. Cóż... mogło to wyglądać dziwnie... Leżałem na Nathalie...
- Hej dzieciaki – powiedział ledwo powstrzymując wybuch śmiechu. Wstałem powoli z kanapy i podałem rękę dziewczynie, która przypominała teraz dorodnego pomidora. „Popatrz... Louis sprawił, że bardziej się zaczerwieniła, niż po twoim wyznaniu...” moje drugie ja dodało swoje trzy grosze. Nathalie stanęła obok mnie i przygryzła wargę z zakłopotania.
- Cześć Lou – mruknąłem mierząc go spojrzeniem. – Poznaj, to jest moja dziewczyna, Nathalie. – Louis uśmiechnął się do niej i przywitał się z całą czerwoną brunetką.
- Bardzo miło mi cię poznać, Harry wiele mi o tobie opowiadał – puścił mi oczko. – Chyba nie skłamałbym, gdybym powiedział, że cały czas – zaśmiał się, na co dziewczyna patrząc na mnie, spuściła zawstydzona głowę. Zmierzyłem Louisa morderczym spojrzeniem i chwilę później usłyszałem głos Eleonor.
- Cześć wszystkim... co tu tak cicho, jak na jakiejś stypie? – spytała mierząc nas wszystkich spojrzeniem.
- Nic... przerwaliśmy naszym gołąbkom grę wstępną... – Lou popatrzył na El, nadal rozbawiony, powstrzymując się przed śmiechem.
- Po pierwsze, wcale nie, a po drugie, już się tak nie śmiej w duchu, bo zaraz przewrócisz się z tym gipsem – stanąłem w naszej obronie, na co Louis parsknął śmiechem.
- Ja i mój gips mamy się dobrze, jak na razie wydaje się być stabilny – powiedział dobitnie, a ja spojrzałem na niego z miną typu „Jesteś tego pewien? Zaraz mogę ci udowodnić, że wcale nie...” i uniosłem znacząco brew, na co on odchrząknął i zamilkł.
- Hej, jestem Eleonor. – Dziewczyna Louisa podeszła do Nathalie i bezceremonialnie ją przytuliła. Nath nadal była trochę zakłopotana, ale gdy El się odsunęła, a ja chwyciłem ją za dłoń, i ścisnąłem lekko, dziewczyna blado się uśmiechnęła. – Nie przejmuj się tym czubem... cieszy się z niewiadomo czego, bo sam jest sfrustrowany – prychnęła a ja zacząłem śmiać się niepohamowanie z Louisa, który był teraz bardziej czerwony, niż Nathalie.
- El, nie wracamy już do tego – jęknął, dokuśtykał o kulach do fotela, i usiadł na nim.
- Ale do czego? – popatrzyła na niego, udając zdezorientowaną. – Ja nie pamiętam, żeby było cokolwiek – wyszczerzyła się, a ja popadłem w jakąś totalną głupawkę. Nath nadal siedziała zawstydzona i czerwona. Ona jest osobą, która musi poznać ludzi, żeby zachowywać się przy nich swobodnie... Zresztą, nie ma się co dziwić, po tym co przeszła... „Jakbyś wiedział co przeszła...” odezwało się moje drugie ja, na co momentalnie przypomniałem sobie o przecięciach na nadgarstku i zerknąłem z stronę ręki, którą właśnie trzymałem, próbując dodać dziewczynie trochę otuchy, do złamania pierwszych lodów.
Widząc, że jest trochę zagubiona, potarłem kciukiem, jej knykcie i nachyliłem się, szeptając do ucha, że wszystko będzie dobrze... żeby po prostu się rozluźniła. Znałem Louisa i Eleonor i byli dla mnie jak własna rodzina. Wiedziałem, że w końcu Nathalie również ich polubi, potrzebuje po prostu trochę czasu na zaaklimatyzowanie się w nowym gronie.

Na całe szczęście, po jakimś czasie, dzięki rozmawianiu na przenajróżniejsze tematy i co chwilę wtrącanym przez Louisa żartom, atmosfera całkowicie się zmieniła i kurtyna wcześniejszego zakłopotania opadła na stałe. Lou siedział obejmując El ramieniem, a Nathalie siedziała u mnie na kolanach. Była taka drobna, że miałem wrażenie, że jak mocniej bym ją przytulił, to rozleciałaby się na małe kawałeczki. Gdy staliśmy obok siebie, to była głowę ode mnie niższa, a kwestia tego, że była drobną osobą, sprawiała, że wydawała się jeszcze mniejsza, niż była w rzeczywistości. Gdyby założyła moje ubranie, to chyba by w nim utonęła...
- Ziemia do Harry’ego! – Louis pomachał mi ręką przed oczami, przez co momentalnie wyrwałem się ze swoich myśli.
- Przepraszam. Co się stało?
- Chłopie... nie wiem, w jakim ty świecie żyjesz, że ciągle taki zamyślony łazisz, z głową w chmurach – Louis parsknął pod nosem, na co przewróciłem oczami. – Pytałem, czy masz coś do picia... – dodał, a ja zdałem sobie sprawę, że jedyną rzeczą, jakiej nie przyniosłem, kiedy przygotowywałem z Janette kolację, był sok, znajdujący się w lodówce. Pacnąłem się w czoło i wstałem, przepraszając wszystkich na chwilę i poszedłem do kuchni.
Otwarłem lodówkę i sięgnąłem po sok. Jeszcze nie zdążyłem jej zamknąć, kiedy poczułem, jak czyjeś ręce, obejmują mnie w pasie. Obróciłem się i zobaczyłem Nathalie, stojącą przede mną. Przytuliłem ją mocno do siebie, wdychając zapach jej kwiatowego szamponu. „Ładny...”
- Co się stało, kochanie? – spytałem troskliwie.
- Nic, przyszłam do ciebie – uśmiechnęła się uroczo. – Tak po prostu, chciałam się przytulić – mruknęła i przymknęła oczy. Sądziłem, że to coś więcej, ale wolałem się jej nie wypytywać. Jak będzie chciała, to powie...
- A jak się bawisz? – zagaiłem, chcąc również dowiedzieć się, czy faktycznie dobrze się bawi.
- Bardzo dobrze... Louis i El są wspaniali – powiedziała i na jej ustach znów pojawił się ten piękny uśmiech. „Piękniejszego nie ma!” Popatrzyłem w dół, na jej drobną posturę i zauważyłem, że stoi na bosaka na kuchennej podłodze i podwija palce u stóp.
- Gdzie masz kapcie? Nie stój tak na tej podłodze z gołymi stopami, bo przeziębisz się od tych zimnych paneli – powiedziałem i szybko z zaskoku wziąłem ją na ręce, na co dziewczyna pisnęła cicho i chwyciła się kurczowo mojej szyi.
- Harry, puść mnie – poprosiła. – Jestem ciężka, nie dźwigaj mnie...
- Ty? Ciężka? – prychnąłem pod nosem, szczerząc się do niej. – Chyba sobie żartujesz... mógłbym cię jedną ręką udźwignąć...
- Wąptie... nie ważę kilka kilo, tylko kilkadziesiąt. Puść mnie... – zaśmiała się, kiedy ją podrzuciłem lekko.
- Nie, dopóki nie wyniosę cię z tej kuchni – przybrałem minę typu „nawet ze mną nie negocjuj” i prosząc Nathalie o wzięcie soku, wymanewrowałem pomiędzy stołem kuchennym, drzwiami, przedpokojem, aż doniosłem dziewczynę do salonu i postawiłem ją na miękkim dywanie.
- Dziękuję, mój książę – uśmiechnęła się uroczo i cmoknęła w usta, odchodząc w stronę kanapy i siadając na niej, po turecku. Wyszczerzyłem się sam do siebie i nalałem wszystkim soku do szklanek.

Gdy Louis i El już poszli, zostaliśmy sami... no może nie całkiem, bo w międzyczasie Janette wróciła ze swojego babskiego wieczoru... Posprzątaliśmy wszystko w salonie i udaliśmy się do mojego pokoju. Nathalie usiadła na łóżku, a ja włączyłem muzykę, która grała cicho z wieży, stojącej nad biurkiem. Dosiadłem się do niej i poczułem ja dziewczyna momentalnie wtula się w mój bok, przymykając oczy.
- Śpiąca? – spytałem troskliwie, odgarniając jej włosy z czoła i zakładając za ucho.
- Mhm... – mruknęła i tyle musiało mi wystarczyć.
- W takim razie może zostaniesz u mnie?
- Nie mogę, jutro szkoła, Harry... – westchnęła otwierając oczy i spoglądając na mnie, jakby była czymś zmartwiona. Jakby chciała coś z siebie wyrzucić, ale nie mogła.
- Co się stało, skarbie? – spytałem ochrypłym głosem, obserwując ją uważnie. Dziewczyna spuściła wzrok na pościel i zmarszczyła brwi, jakby nad czymś myślała. – Hm? – ponagliłem ją, lecz to nic nie dało. Nadal siedziała cicho i nie odezwała się ani słowem. – Nath, wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć – uśmiechnąłem się delikatnie, choć wiedziałem, że teraz tego nie widzi.
- Nic się nie stało... po prostu jestem zmęczona – powiedziała cichym głosem. Owszem, widać było, że jest zmęczona, ale szczerze powiedziawszy, wydawało mi się, że jest coś więcej, i wcale nie mówi mi wszystkiego. – Odwieziesz mnie do domu? Bo jeszcze tu zasnę i będziesz miał problem – uśmiechnęła się, żeby załagodzić sytuację.
- Ja tam nie miałbym nie przeciwko – pokiwałem śmiesznie brwiami, a ona się dźwięcznie zaśmiała. „Uwielbiam jej śmiech...” . Wstałem z łóżka razem z Nathalie, i gdy dziewczyna zebrała wszystkie swoje rzeczy, poszliśmy na dół, ubraliśmy się i odwiozłem ją do domu.
Kładąc się spać, było kilka rzeczy, które krążyły mi po głowie. A wszystkie związane z jedną osobą. Moją małą, tajemniczą, niebieskooką Nathalie.


Małe ogłoszenia parafialne. 
Mam dwa twittery:
1. @galaxyyx (stary, ze zmienioną nazwą)
2. @charls_grey (GŁÓWNY!!!)
Więc jeśli chcecie się dowiadywać o nowych rozdziałach, lub ze mną popisać, to na GŁÓWNYM! Mam nadzieję, że ogarniecie ;)
Całusy Xx. <3

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 15

Obudzenie się w ramionach, kogoś, kogo kochasz... Czy to nie najcudowniejsze uczucie na świecie? Harry nadal spał, cicho pochrapując. Podniosłam delikatnie jego rękę, nie chcąc go obudzić i wyswobodziłam się z jego uścisku. Zbiegłam na dół, do kuchni i zastałam w niej Lily i Maddie, które przygotowywały śniadanie.
- Hej – przywitałam się z nimi i usiadłam na krześle, obok Maddie, która właśnie coś rysowała. - Cioci już nie ma? - zwróciłam się do czarnowłosej, na co ta tylko przytaknęła. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy, i nalałam sobie do szklanki. Wyciągnęłam z szafki leki przeciwbólowe, które przepisał mi w szpitalu lekarz i połknęłam je, popijając sokiem. Teoretycznie, nie bolało już tak bardzo... najgorzej było, przy jakiś gwałtownych ruchach. Jednak wolałam zażywać leki, bo z nimi było o wiele lepiej.
Zastanawiałam się, jak będzie wyglądało przedstawienie, z moimi obrażeniami, ale miałam nadzieję, że do tego czasu, już większość będzie 'sprawna'. Za niecały tydzień, miałam jechać do lekarza na zdjęcie szwów, więc jeśli wszystko będzie dobrze, na nasz szkolny spektakl, całość powinna się zagoić.
- Nath, czy Harry już wstał? - Lily obróciła się w moją stronę i zaczęła rozkładać na blacie stołu talerze.
- Um... chyba nie. Jak wychodziłam z pokoju, to jeszcze spał.
- Mogłabyś go obudzić na śniadanie? - uśmiechnęła się do mnie, a ja przytaknęłam i wstałam ze stołka, kierując się po schodach na górę, do pokoju, który aktualnie zajmowałam.
Uchyliłam delikatnie drzwi i zobaczyłam, że Harry dalej leży. Kucnęłam na łóżku i zaczęłam z ciekawością mu się przyglądać. Był całkowicie pogrążony w śnie, bo nawet gdy ostrożnie odgarnęłam loka, który opadł mu na czoło, chłopak ani drgnął. Nachyliłam się i musnęłam jego usta swoimi.
- Pobudka śpiochu - szepnęłam cicho, śmiejąc się, kiedy Harry zaczął mruczeć pod nosem. - Wstawaj, wstawaj, szkoda dnia, Harry. - popędziłam go i położyłam się na łóżku, opierając na łokciu i obserwując zaspanego bruneta.
- A co z tego będę miał? - spytał zaspanym głosem, przeciągając się na całym łóżku.
- Hmm... może zjesz pyszne śniadanie, przygotowane przez Lily? - spytałam unosząc brwi i śmiejąc się cicho z jego miny.
- Eee... nie. To mnie nie przekonuje - mruknął i zatopił się ponownie w pościeli, żeby spać dalej.
- Harryyyy... - jęknęłam przeciągle, szturchając go w ramię. Brunet uniósł kołdrę do góry i popatrzył na mnie pytająco. - Chodź - wywinęłam dolną wargę i zrobiłam minkę szczeniaczka.
- Nie byłoby najprościej, gdybyś wskoczyła do mnie pod kołdrę i oboje byśmy sobie jeszcze pospali? - spytał odciągając kołdrę, i wskazując miejsce obok siebie.
- O nieeee... ja nie jestem takim leniem i śpiochem, jak ty - wystawiłam do niego język. - Czas wstawać, skarbie - powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu i szybkim ruchem, ściągnęłam kołdrę z Harry'ego i poszłam z nią na drugi koniec pokoju.
- To tak się bawimy? - spytał robiąc cwaną minę. Wstał z łóżka i podszedł do mnie. Bez problemu chwycił mnie na ręce i rzucił na łóżko, zaczynając potwornie łaskotać. - Mnie się nie porywa kołdry, kotku... nigdy - dodał chytrze, kiedy ja wiłam się i umierałam ze śmiechu, przez jego długie palce, łaskotające mnie po żebrach. Dobra... chyba zrozumiałam. „Błagam... niech on mnie już puści!”
- H-harry... proszę, przestań, bo n-nie mogę oddychać - wypuściłam na jednym wdechu i po krótkiej chwili, chłopak ku mojej uldze przestał.
- Ze mną się nie zadziera, mała - mruknął śmiejąc się i cmoknął mnie szybko w usta, zostawiając ciężko oddychającą na łóżku, a sam wstał i zaczął zbierać swoje manatki, po pokoju.
Gdy mój oddech trochę się unormował, wstałam z łóżka i poczekałam chwilę na Harry'ego. Chłopak chwycił mnie za rękę, całując w policzek i pociągnął za sobą. Zeszliśmy do kuchni i zastaliśmy tam już Lily i Maddie, siedzące przy stole i zajadające się pysznie wyglądającą i pachnącą jajecznicę.
- Hej dziewczyny - Harry przywitał się z nimi i usiadł, najpierw odsuwając mi krzesło i posyłając znaczący uśmiech.
- Dłużej się nie dało wstawać? - spytała się Lily.
- Błagam cię... powiedz mi, że nigdy nie masz tak, że śni ci się fantastyczny sen, a nagle ktoś brutalnie cię budzi i każe wstawać na śniadanie. - westchnął głęboko, jakbym faktycznie zrobiła mu krzywdę tym, że go obudziłam.
- A więc co takiego ci się śniło, Harry? - spytała podejrzliwie na niego patrząc.
- Hmm... można powiedzieć, że mój wymarzony świat - mrugnął do niej po czym dodał. - I nawet nie pytaj, bo nic więcej nie zdradzę - wystawił język i również zajął się jedzeniem.

Harry zabrał mnie na spacer, a potem wylądowaliśmy w sklepie, robiąc zakupy, na jutrzejszą kolację z Louisem i Eleonor. Chłopak opowiadał mi o swoim przyjacielu w samych superlatywach. Mówił mi, o tym, jak Louis miał jakiś czas temu wypadek i wylądował w śpiączce w szpitalu. To ani trochę nie była miła wizja i współczułam Harry'emu, że musiał tyle ostatnio przejść. Sama wiem, jak to jest martwić się o kogoś bliskiego, leżącego w szpitalu. Szczerze powiedziawszy, to nienawidziłam szpitali. Kojarzyły mi się z nimi same okropne wspomnienia, i przechodziły mnie ciarki, na samą myśl o nim. Nawet te kilka blizn, które zdobiły moją skórę, sprawiały, że zawsze pamiętałam. I nigdy o tym nie zapomnę... „Nie Nath, nie myśl o tym...” Tak. Jeszcze brakuje mi tego, żebym przez wspomnienia z przeszłości, rozpłakała się przy Harrym. Nie. Po prostu nie mogę o tym myśleć...
Próbowałam skupić swoją uwagę na czymś innym. Wracaliśmy właśnie do domu Harry'ego, z zakupami. Palce dłoni Harry'ego były wplecione w moje i postanowiłam skupić się właśnie na tym. Na delikatnym uścisku jego dłoni.
Przechodziliśmy przez park. Prawie wszystkie drzewa były ogołocone z liści, a one zaś, leżały pod naszymi stopami, szeleszcząc charakterystycznie.
Lubiłam jesień... pomimo niektórych deszczowych dni, które w sumie w Londynie były niekiedy codziennością, to zdarzały się takie ciepłe, z lekko powiewającym wiaterkiem, które były wprost idealne do spacerowania. W ogóle, to, jak wyglądało miasto, jesienią, napawało jakimś pozytywnym nastawieniem. Zwiastowało piękną, białą zimę, która miała w sobie ten niepowtarzalny klimat i urok.
- Popatrz! – Harry nagle zwrócił moją uwagę na dwie rude wiewiórki, goniące się po drzewie. Uśmiechnęłam się widząc zwierzęta i nieprzyjemne myśli zaczęły powoli odpływać.
- Zwierzątka są urocze – uśmiechnęłam się patrząc na rude kity, znikające za drzewem. Harry tylko prychnął pod nosem i zaśmiał się.
- Tak... szczególnie takie ogromne, pomarszczone słonie, lub hipopotamy. Mega urocze – żachnął się.
- Mhm... a najbardziej urocza jest pewna małpa... ma na imię Harry – poczochrałam wolną ręką jego włosy, na co zrobił oburzoną minę.
- Nie jestem aż tak owłosiony – prychnął oburzony, przez co w mojej głowie zaczęły wytwarzać się dziwne obrazy i parsknęłam na cały głos śmiechem. – No i co się śmiejesz – westchnął zdezorientowany.
- Nieee... nic. Po prostu wyobraziłam sobie ciebie, calusieńkiego owłosionego – wyszczerzyłam zęby na co chłopak tylko roześmiał się razem ze mną.
- Noo... faktycznie. Fantastyczna wizja! Może cały owłosiony nie mogę być, ale dla ciebie mogę nawet zapuścić wąsy i brodę! – zaśmiał się na co popatrzyłam na niego jak na nienormalnego.
- Ty chyba sobie żartujesz... żadnej brody i wąsów... wyglądałbyś okropnie – skrzywiłam się pokazowo. – A poza tym, nie lubię, kiedy coś mnie kłuje w twarz, jak cię całuje – wystawiłam język.
- Hmm... dobra. To mnie przekonuje, żeby jej nigdy nie zapuszczać... – wyszczerzył się.

Po jakimś czasie doszliśmy do mojego domu. Przekręciłem klucz w drzwiach i przepuściłem brunetkę. Pomogłem jej się rozebrać i biorąc siatki z przedpokoju, wszedłem do kuchni.
- Hej Harry – Janette odwróciła się w moją stronę, zostawiając na gazie smażącą się potrawę. – O, Nathalie, jak miło cię widzieć – uśmiechnęła się do niej szczerze i przytuliła dziewczynę. – Nie wiedziałam, że przyjdziecie o tej porze... może chcecie coś zjeść? – spytała patrząc to na mnie, to na brunetkę.
- Ja dziękuję, szczerze powiedziawszy, to nie jestem głodna – Nathalie posłała jej uroczy uśmiech, a ja podtrzymałem jej zdanie, mówiąc, że również nie mam ochoty teraz na jedzenie. „Tak... tobie po głowie w obecności tej dziewczyny chodzą zupełnie inne myśli, niż jedzenie...”  Zamknij się! Wcale nie! „Mówisz, jakbym nie miał racji...” Bo nie masz! „Oboje doskonale wiemy, że mam”- odpowiedziało triumfalnie, a ja wróciłem do rzeczywistości, widząc wyczekującą minę Jane.
- Um... przepraszam. Zamyśliłem się... coś mówiłaś?
- Tak, Harry. Pytałam, o której przychodzą jutro Louis i El – westchnęła, jakby nie miała już do mnie siły.
- Jutro koło szesnastej, siedemnastej – powiedziałem krótko się zastanawiając.
- Okej - odpowiedziała krótko i wróciła do mieszania czegoś na gazie. „Czegoś, co zdecydowanie ładnie pachniało...”
Zaprowadziłem Nathalie do swojego pokoju i usiedliśmy sobie na łóżku spokojnie rozmawiając o różnych głupotach. Wprost uwielbiałem, kiedy ta dziewczyna się śmiała. Miała cudowny śmiech, uśmiech, głos, pięknie śpiewała i cała była piękna! „Taa... dla ciebie to nawet jej blizna na ręce jest piękna” wtrąciło się moje drugie ja. No właśnie. Blizna. Ciekawe skąd ją ma? Dość spore przecięcie, znajdowało się na wewnętrznej stronie przedramienia, dokładnie na nadgars... „O nie... przecież ona nie mogła... nie!”
Chwyciłem delikatnie jej rękę i odwróciłem. Przypatrując się zrośniętemu przecięciu, przejechałem po nim delikatnie palcami i gdy popatrzyłem na dziewczynę, nie wiedziałem co się dzieje. Jej mina mówiąc lekko była zaszokowana a w oczach zebrały się łzy. „Cholera... uraziłeś ją debilu!” krzyknęła moje podświadomość.
- Ja, przepraszam – momentalnie cofnąłem rękę i popatrzyłem w jej oczy. Lazurowe tęczówki pod wpływem łez, stały się jeszcze bardziej intensywnie niebieskie.
- Nic się nie stało, mnie to nie boli... – szepnęła cicho i schowała rękę, naciągając na nadgarstki rękawy swetra. Pociągnęła nosem, a ja złapałem jej twarz w dłonie i otarłem kilka spływających po policzkach łez. – Przepraszam Harry, nic nie zrobiłeś – powiedziała szybko, widząc jak się przejmuje.
- Więc co się stało? – spytałem niepewnie na nią patrząc.
- Nic... po prostu, te blizny przypominają mi o czymś, o czym nie chcę pamiętać – powiedziała cichutko.
- O czym? – spytałem z ciekawości. Dziewczyna podniosła tylko głowę i popatrzyła na mnie przepraszająco.
- Harry... ja przepraszam, ale nie chcę o tym mówić... ja... ja nie potrafię. Nie teraz – powiedziała jeszcze cichszym głosikiem i z jej oczu znów poleciały łzy. Przysiadłem bliżej jej i wziąłem w objęcia, uspokajając. „Głupi jesteś Styles!”. Tym razem, całkowicie zgadzałem się z moją podświadomością. Może jej nie uraziłem fizycznie, ale widocznie wywołałem jakieś niechciane wspomnienia. „No ale z drugiej strony, skąd miałeś o tym wiedzieć?” Nie. Po prostu powinienem nie być tak dociekliwy. Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła...


Tak... na to wygląda, że chyba wracam do pisania tego opowiadania...
Na początek dość krótki rozdział, stwierdziłam, że nie będę przesadzać. 
Jeśli ktoś to będzie jeszcze czytał, to super... mam nadzieję, że tym razem Was nie zawiodę :)

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 14

Siedzieliśmy z Harrym na kocu i jedliśmy przygotowane dania. Wszystko było przepyszne i pięknie przygotowane.
- Sam to przyrządziłeś? – spytałam rozkoszując się smakiem dania.
- Nie.
- Eee.. myślałam, że te cuda na talerzu to Ty zrobiłeś. To powiedz, kto ma taki talent kulinarny?
- To robiła dziewczyna mojego przyjaciela, ale ja też świetnie gotuję! – powiedział oburzony.
- No nie wiem.. – droczyłam się z nim.
- Udowodnię Ci to! Na następny raz, jak tylko do mnie przyjdziesz to ugotuję Ci coś i zobaczymy kto lepiej gotuje! – powiedział pewny siebie.
- Dobrze, zobaczymy – uśmiechnęłam się do niego i dokończyłam swoje danie.
Po skończonym jedzeniu zrobiliśmy sobie sjestę i leżeliśmy na słońcu, rozkoszując się jego ciepłymi promieniami muskającymi naszą skórę. Lekki powiewający wietrzyk roznosił po okolicy zapach kwiatów. Harry leżał oparty na łokciu, przyglądał mi się z uśmiechem i bawił moimi włosami owijając je na palec.
- Wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką znam? – powiedział nadal wpatrując się w moją twarz.
- Nie jestem, wierz mi, że są ładniejsze ode mnie. Ale dziękuję.
- Jesteś i się ze mną nie kłóć, bo jestem uparty! – powiedział poważnym głosem.
- Dobrze mój Romeo – zaśmiałam się.
- Właśnie! – krzyknął chłopak, jakby właśnie mu coś zaświtało w głowie – Dziś była próba. Dostałem od pani Montgomery twoje kwestie do przećwiczenia i obiecałem jej, że Ci pomogę. – powiedział wstając – Zaraz przyjdę.
Podniosłam się na rękach i popatrzyłam na oddalającego się chłopaka. Zszedł dróżką, którą najprawdopodobniej mnie tu przyprowadził  i zniknął mi z pola widzenia. Po chwili szedł znów w moją stronę z jakąś teczką w ręce. Usiadł obok mnie i wyciągnął z teczki kilka spiętych kartek. Podał mi je, a ja zaczęłam je uważnie przeglądać „Dużo tego...”
- To od czego zaczynamy? – spytałam podnosząc wzrok na Harrego.
- Jak dla mnie, to możemy od sceny pocałunku – wyszczerzył się chłopak a ja prychnęłam.
- Tą scenę przerobimy, jak dobrze się spiszesz w roli nauczyciela – wystawiłam język.
Chyba przez dwie godziny ćwiczyliśmy swoje kwestie. Słońce powoli zaczęło zmierzać ku zachodowi. Na niebie powstała fioletowo-niebiesko-różowa poświata. Wszystko wyglądało magicznie, szczególnie z widokiem który rozciągał się przed nami.
- Dobra, chyba koniec na dziś, bo padam... – jęknęłam wstając z koca.
- Zgadzam się, jutro poćwiczymy jeszcze raz. Ale myślę, że pani Montgomery będzie z nas dumna. Przerobiliśmy już większość i nawet nieźle nam to wychodzi – powiedział chłopak idąc za mną. Stanęłam na skraju wzgórza i obserwowałam widok rozciągający się przed nami. Po chwili poczułam ciepłe dłonie na talii i ciało chłopaka, przylegające do moich pleców.
- Piękny ten widok – skomentował.
- Tak...  Zawsze miałam takie głupie marzenie, żeby oglądać zachód słońca z wieży Eifla – westchnęłam głęboko.
- Wcale nie jest głupie! Zobaczysz, kiedyś Cię tam zabiorę – powiedział chłopak uśmiechając się szeroko.
- A Ty? Masz jakieś marzenia? – obróciłam się do niego.
- Właśnie jedno z nich się spełnia – chłopak przytulił mnie mocno – Obiecaj mi, że nigdy nie zwątpisz w to, że Cię kocham. Nieważne co by się stało, to Ty jesteś tą jedyną i najważniejszą. – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Obiecuję. A Ty, obiecaj mi, że nigdy mnie nie zranisz – poprosiłam.
- Obiecuję, aniołku – powiedział od razu i połączył nasze usta w delikatnym pocałunku.

Następnego dnia. Dom Harrego.

Wczoraj siedzieliśmy z Nathalie do późnej nocy. Strasznie dużo rozmawialiśmy, ale gdy dziewczyna praktycznie zaczęła zasypiać mi w ramionach, postanowiłem, że najwyższy czas odwieźć ją do domu. Śpiącą brunetkę zaniosłem do jej sypialni i położyłem spać, po czym wypiłem z Lily herbatę i opowiedziałem jej co nieco, bo była bardzo ciekawa czy się udało. Potem pojechałem do domu i po dniu pełnym wrażeń, praktycznie od razu udałem się w objęcia Morfeusza.
Gdy rano się obudziłem, byłem bardzo wypoczęty i pełen życia „Ciekawe przez co? Albo bardziej przez kogo?” . Poszedłem pod szybki prysznic. Letnia woda, lejąca się na moje ciało niesamowicie odprężała. Gdy wyszedłem z łazienki chwyciłem komórkę i napisałem sms’a do Nathalie :
„Dzień dobry! Jak się miewa mój aniołek? xx.”
Przez to, że była taka drobna, piękna i obdarzona anielskim głosem, przypominała mi takiego małego, niewinnego, nieśmiałego aniołka. Moja komórka głośno zawibrowała.
„Bardzo dobrze. Dawno się tak nie wyspałam! Dziękuję za wczoraj xx.”
„Nie ma za co. Przyjadę po Ciebie za pół godziny. Tęsknie!”
„OK. Ja też. Kocham Cię!” – na tą wiadomość na moich ustach pojawił się wielki uśmiech.
„Ja Ciebie też!” – odpisałem szybko i zszedłem na dół na śniadanie. W kuchni siedziała Janette z kubkiem kawy i dzisiejszą gazetą. Widocznie zauważyła, że przyszedłem, bo podniosła wzrok i z uśmiechem na ustach się przywitała – Witam, witam... Jak tam wczorajsza randka? Udało się? – spytała nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Tak, było cudownie. – uśmiechnąłem się do niej. Podszedłem do blatu i nalałem sobie kawy do kubka. Usiadłem przy wyspie kuchennej i sączyłem napój z kubka. Zjadłem kilka kanapek, które leżały zrobione przez Janette na talerzu i poszedłem do pokoju się spakować.
Gotowy do szkoły, wyszedłem i pojechałem po Nathalie. Jejku... jak to cudownie brzmi „moją dziewczynę”! Ciągle nie mogło do mnie dojść, że ona faktycznie się zgodziła i jesteśmy razem. Zaparkowałem na jej podjeździe i wyszedłem z samochodu. Stałem oparty o maskę i czekałem na brunetkę. Po chwili drzwi się otworzyły i wyszła z nich ubrana w beżowy, rozciągnięty sweter i czarne obcisłe spodnie, które idealnie podkreślały jej zgrabne nogi. „Kurde... one są aż za obcisłe...” Nawet z tym rozciągniętym swetrem wyglądała mega seksownie „Jak zawsze...”. Podeszła do mnie uśmiechnięta i przywitała się ze mną delikatnym pocałunkiem. Jej pociągający wygląd przyprawiał mnie o ciarki i gdybym tylko mógł, to rzucił bym się na nią jak jakieś wygłodniałe zwierze. „Czy Ty nie masz zawsze tej ochoty gdy ją widzisz?” Taak... jak zawsze w najlepszym momencie pocieszające drugie ja.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szkoły. Niestety, lekcja francuskiego była jako ostatnia a po niej była próba, więc przez kilka godzin nie widziałem się z Nath.
Po lekcjach i po próbie, pojechałem do domu. Nathalie została jeszcze w szkole na jakiś dodatkowych zajęciach. Zrobiłem sobie i Janette obiad, posprzątałem, odrobiłem zadania. Postanowiłem, że pojadę po Nathalie do szkoły, ale ona kończy dopiero za godzinę, więc mam jeszcze czas. Usiadłem wygodnie przed telewizorem i zacząłem oglądać jakiś lecący już film. Nagle mój telefon zaczął głośno dzwonić. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałem połączenie i w słuchawce rozległ się głos mojego najlepszego przyjaciela.
- Siema Hazz! Jak tam, udało się? – spytał a ja mogłem się założyć, że jego cwaniacki uśmiech zalega na jego twarzy w tym momencie.
- Nawet nie wiesz jak – uśmiechnąłem się na samą myśl wczorajszego dnia.
- To kiedy poznam twoją dziewczynę – zaakcentował specjalnie ostatnie słowo.
- Nie wiem. Porozmawiam z nią... może w weekend przyjdziecie do nas z Els? – zaproponowałem.
- Hmm.. weekend – na chwilę się zamyślił – pasuje! Będziemy na pewno!
- Okej, to do zobaczenia w weekend.
- Pa młody! – powiedział i w telefonie dało się słyszeć dźwięk skończonego połączenia.
No to mamy już plany na weekend. „Trzeba pogadać z Nathalie...”.
Pół godziny później byłem już w drodze do szkoły. Zaparkowałem samochód na parkingu, i upewniając się że go zamknąłem poszedłem w stronę szkoły. Stanąłem przy wejściu i chodząc w kółko czekałem na dziewczynę. Po chwili drzwi się otworzyły i wyszła z nich zamyślona Nathalie z słuchawkami w uszach. W ogóle mnie nie zauważyła bo bez słowa poszła w drugą stronę nie patrząc na mnie. Podbiegłem cicho, złapałem ją w talii, obróciłem w moją stronę i wpiłem się w jej usta. Najpierw nie wiedziała o co chodzi i była strasznie zaskoczona a potem popatrzyła na mnie i dźgnęła mnie w brzuch.
- Harry! Ciebie do reszty już porąbało! Wiesz jak mnie wystraszyłeś? – spytała oburzona.
- Też Cię kocham – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
- Co Ty tu robisz? – spytała wpatrując się we mnie.
- Hmm... chyba przyjechałem po moją dziewczynę... – zacząłem udawać że się zastanawiam.
- O.. Jaki Ty miły!
- Przepraszam Cię bardzo.. czy ja kiedykolwiek byłem niemiły? – prychnąłem.
- No nie wiem, nie wiem...
- Dobra, miły czy nie, wskakuj do samochodu – otwarłem drzwi od strony pasażera i gdy Nath weszła do środka, zamknąłem je i w podskokach obszedłem samochód.
„Czas na rozmowę”  stwierdziłem i zastanawiałem się jak zacząć.
- Nathalie...
- Mhm? – spytała podnosząc swój wzrok na moją osobę.
- Kojarzysz może Louisa? Mojego przyjaciela?
- No tak... – dziewczyna się zastanowiła – To ten o którym mi opowiadałeś? – na jej twarzy zagościł promienny uśmiech.
- Tak – uśmiechnąłem się w odpowiedzi i skupiłem swoją koncentrację na drodze.
- Louis i jego dziewczyna Eleanor przyjadą do nas w ten weekend. Co Ty na to?
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł – z jej twarzy nie schodził ten piękny uśmiech, który dodawał jej tyle uroku. Resztę drogi spędziliśmy w niczym krępującej ciszy słuchając jedynie brzęczącego gdzieś z tyłu, cicho włączonego radia. Cieszyłem się na myśl, że w końcu poznam ze sobą najważniejszą osobę w moim życiu z moim najlepszym przyjacielem.
Zaparkowałem na podjeździe pod domem Lily, w którym mieszkała teraz Nathalie i wysiadłem razem z dziewczyną. Przywitałem się z czarnowłosą, która siedziała w salonie i oglądała z małą Maddie telewizor.
- Ceść Hally – wysepleniła mała.
- Cześć. Jak tam Maddie? – uśmiechnąłem się do dziewczynki.
- A dobze – mała zeszła z kolan siostry i podeszła do mnie – Pobawis się ze mną? – spytała przytulając do siebie pluszowego misia w kokardką w kropki.
- Maddie, nie przeszkadzaj Harremu – powiedziała Lily zwracając się do dziecka.
- Nie... nie ma problemu – posłałem jej szczery uśmiech – jeżeli tylko Nathalie nie będzie miała nic przeciwko, to z wielką chęcią się z Tobą pobawię – powiedziałem do blondyneczki kucając, żeby znaleźć się na jej wysokości. Oczy dziecka momentalnie się zaświeciły a na jej twarzy zagościł ogromny uśmiech. Uradowana pobiegła do kuchni, gdzie aktualnie znajdowała się moja dziewczyna. Poszedłem za nią i patrzyłem się na jej poczynania. Nathalie stała przy blacie kuchennym i robiła nam herbatę. Oparłem się o framugę i z uśmiechem na ustach obserwowałem małą dziewczynkę.
Podbiegła do Nathalie i pociągnęła ją za nogawkę od spodni. Brunetka się odwróciła do dziecka i kucnęła – Co się stało maluchu? – spytała.
- Cy Hally może pobawić się ze mną? – spytała mocniej przytulając pluszaka. Wzrok Nathalie powędrował na mnie. Pokiwałem twierdząco głową i posłałem jej uśmiech.
- Jasne, że tak – Nathalie zwróciła się do małej. Dziewczynka pisnęła uradowana i pobiegła do mnie.
- Chodź – powiedziała ciągnąc mnie za rękaw na górę. Weszliśmy po schodach i dziewczynka zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Pomieszczenie nie było jakoś bardzo duże. Ściany pomalowane na fioletowy, łóżko w rogu sypialni, mały stolik z krzesełkami, kilka szafek i wielka skrzynia, z jak się potem okazało zabawkami. Dziewczynka wyciągnęła z niej przeróżne zabawki. Począwszy od lalek Barbie po smoki, kucyki Pony, wróżki, wiedźmy, pluszowe misie i różowy, rozkładany zamek. Co by nie powiedzieć asortyment był w wystarczającej ilości do zabawy i było w czym przebierać. Maddie wybrała księżniczkę z lalek Barbie a mnie wręczyła złą wiedźmę. Zaczęliśmy się bawić, po czym przyszła do nas Nathalie z herbatą. Postawiła tackę na stoliczku i zaczęła się z nami bawić, bo blondynka stwierdziła, że brakuje złej wiedźmie, złego smoka do pary.
Bawiliśmy się tak, nie zauważając ile już czasu minęło. Było przed godziną 20 a Maddie zaczęła powoli ziewać i zasypiać. Wziąłem ją na delikatnie na ręce, żeby jej nie rozbudzić i położyłem do łóżeczka. Pomogłem Nathalie przebrać dziecko i całując w czółko i życząc dobrej nocy wyszedłem z pomieszczenia, gasząc po sobie światło.
Udałem się do pokoju Nathalie. Dziewczyna właśnie brała prysznic, więc postanowiłem na nią poczekać i położyłem się w jej łóżku. Chwile potem wyszła ubrana w pidżamkę, składającą się z krótkich materiałowych szortów, odsłaniających jej zgrabne nogi i trochę pośladki i bluzeczki na ramiączkach z dużym dekoltem i wstążeczką pośrodku „Kurwa, przeklęta wstążeczka!” Mogę przysiąc, że na jej widok zrobiło mi się równie gorąco, co rano, gdy zobaczyłem ją w tych nieprzyzwoicie obcisłych rurkach. Modliłem się, żeby krew, która się we mnie gotowała na ten widok, nie spłynęła za nisko.
Dziewczyna rozczesała swoje długie, brązowe włosy po czym ułożyła się przy mnie wtulając się w moją klatkę piersiową.
- Zostajesz? – szepnęła zaspanym głosem.
- Jeśli nie będzie problemu...
- Jasne, że nie – uśmiechnęła się delikatnie – Dobranoc – szepnęła cicho i położywszy głowę na moim torsie zamknęła oczy.
- Pa skarbie. Kolorowych snów – pocałowałem ją w czoło i chwilę później udałem się w objęcia Morfeusza.

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 13

Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo pozytywnie. Pierwszą dobrą rzeczą w nim, była dzisiejsza próba, która miała odbyć się po lekcjach. Drugą było wyjście Nathalie ze szpitala. Umówiłem się z Lily, że przyjadę po Nath samochodem o 15.00.
Dzięki naszej kawie i rozmowie z Lily, dowiedziałem się czegoś, co pomogło mi w pewien sposób. Teraz nie miałem już wątpliwości i mogłem zacząć działać.
Poranek był dość szary i nieprzyjemny, ale niedługo potem na niebie, chmury zaczęły ustępować ładnemu słońcu. Mimo tego, że była jesień, temperatura powietrza przekraczała 20 stopni Celsjusza. „Chyba niebiosa mi sprzyjają...”
Zjadłem przygotowane przez Janette śniadanie, napisałem sms’a do Louisa i pojechałem do szkoły. Szczerze, to zupełnie nie miałem ochoty siedzieć tam, wiedząc, że Londyn dziś zaoferował nam tak wspaniałą pogodę i że mógłbym robić teraz dziesięć innych, ciekawszych rzeczy. Jednak co począć, jeżeli po lekcjach była próba musicalu, na którym tak mi zależało...
W szkole panowało ogólne ‘podniecenie’ spektaklem i wszystkim związanym z nim. Co roku był organizowany jakiś i przychodziła na niego cała szkoła. Było to jedno z największych i najliczniejszych (poza świętem szkoły) wydarzeń, dlatego wszystkim zależało na tym, żeby dostać się do musicalu i zaprezentować swoje zdolności. W końcu, jeżeli prawie zawsze nauczyciele podwyższali ocenę z muzyki i teatru o jeden stopień wyżej, jeżeli faktycznie dobrze się grało, to czyż nie była to kusząca propozycja?
Po lekcjach wszyscy ‘zatrudnieni’ w przygotowaniach do występu zebrali się w sali teatralnej, z ogromną sceną pośrodku. Niedługo po nas przybyła pani Montgomery. Używając mikrofonu uciszyła wszystkich zebranych i na sali zapanowała idealna cisza.
- Witam wszystkich. Skoro jesteśmy wszyscy, najpierw sprawy organizacyjne i potem zostaną tylko aktorzy a reszta będzie mogła pójść do domu. Weźcie sobie krzesła i usiądźcie. Najlepiej gdyby niektórzy zapisywali cały plan na jakiś kartkach. – powiedziała, po czym wszyscy wzięli krzesła, ustawili niedaleko sceny, na której stała nauczycielka, i usiedli.
Pani Montgomery tłumaczyła wszystkie sprawy organizacyjne, powyznaczała osoby do poszczególnych rzeczy i pozwoliła im iść. Zostaliśmy tylko my-aktorzy i ona.
- Pozwolę sobie sprawdzić waszą obecność, a zaraz przyjdzie pani Shield i zaczniemy. Harry Styles?
- Obecny – powiedziałem, na co nauczycielka popatrzyła chwilę w moją stronę i przelotnie się uśmiechnęła.
- Nathalie Gold? – kobieta zaczęła rozglądać się po zebranych.
- Nathalie dziś nie ma pani profesor. – szybko powiedziałem.
- To niedobrze. Dziś będę rozdawać kartki z tekstami, które będziemy ćwiczyć. Panna Gold musiałaby nadrobić. Nie wiem, czy nie lepiej zmienić główną aktorkę – westchnęła nauczycielka zapisując coś na swojej liście. Wystraszyłem się, że przez tą nieobecność brunetki, nauczycielka wykluczy ją z przedstawienia.
- Jeżeli to nie problem, to mogę wziąć kartkę dla Nathalie, przekazać jej i poćwiczyć z nią – zaproponowałem. Nauczycielka przez chwilę się zastanawiała, ale w końcu zgodziła się na mój pomysł i kontynuowała sprawdzanie obecności. Po tym, gdy przyszła pani Shield, zaczęliśmy ćwiczyć na scenie, razem z tekstem. Nauczycielka czytała kwestie Nath.
Kiedy próba się skończyła, nauczycielka poprosiła mnie na chwilę do siebie.
- Tutaj masz kartki z kwestiami Nathalie. Jesteś pewien, że sobie poradzicie? – spytała podając mi zadrukowane strony.
- Myślę że tak – posłałem jej uśmiech i schowałem kartki do zielonej teczki.
- Dobrze, w takim razie powodzenia.
- Dziękuję, do widzenia! – krzyknąłem obracając się i idąc w kierunku wyjścia.
- Do widzenia Harry – powiedziała pani Montgomery na odchodne.

Po wyjściu ze szkoły pojechałem prosto do szpitala. Przychodząc do dziewczyny, zobaczyłem, że przed jej salą stoi uśmiechnięta Lily.
- Cześć – przywitałem się z czarnowłosą.
- Hej Hazza! – przywitała się podekscytowana – Jak tam nasze plany? Wszystko załatwione? – spytała.
- Tak, Louis obiecał mi pomóc i załatwić to. Czekam na sms’a od niego – uśmiechnąłem się szczerze do dziewczyny.

Retrospekcja.

- Chodź Harry, musimy porozmawiać – powiedziała czarnowłosa.
- Jasne – rzuciłem krótko i jak najciszej potrafiłem, wstałem z fotela. Zerkając przelotnie na śpiącą Nathalie wyszedłem z pomieszczenia „Boże, jak ona pięknie i niewinnie wygląda jak śpi...”. Poszedłem za dziewczyną i już po chwili znajdowaliśmy się w szpitalnym bufecie. Jak na dżentelmena przystało poszedłem kupić nam kawę. Miła pani przy okienku powiedziała, że zaraz nam ją doniesie. Wróciłem do stolika, przy którym siedziała Lily. Usiadłem naprzeciwko niej i postanowiłem zacząć rozmowę.
- O czym chciałaś porozmawiać? – spytałem czarnowłosej.
- O Nathalie – powiedziała bez wahania dziewczyna, po czym dodała – Byłam dziś z moją mamą pozałatwiać kilka spraw. Rozmawiałyśmy o tym co się stało i powiedziała mi, że Nathalie najprawdopodobniej weźmiemy ze sobą i zabierzemy z Londynu. Pomyślałam, że chciałbyś o tym wiedzieć. W końcu widzę co się tu dzieje – uśmiechnęła się. Kelnerka przyszła z dwoma białymi filiżankami, wypełnionymi po brzegi aromatycznym płynem. Gdy zapach napoju doszedł do moich nozdrzy, mój mózg wysłał do mojej podświadomości wiadomość o tym jak jestem zmęczony i jak potrzebuję tej dawki kofeiny. Chwyciłem za filiżankę i zamoczyłem usta w gorącym napoju. Rozkoszowałem się jego smakiem, rozchodzącym się w moich ustach.
Wiedziałem, że reakcja Nath na tą wiadomość, nie będzie zachwycająca. Dziewczyna marzyła o ukończeniu tej szkoły, a przeprowadzka do rodziny jej to uniemożliwi. Nie będzie mogła spełnić swoich marzeń, a co najważniejsze, nie będę się już z nią widywał. Nie mogłem na to pozwolić!
- Ile jeszcze zostajecie w Londynie? – spytałem patrząc na czarnowłosą.
- Na szczęście, mama jest tu również w interesach, i my z Maddie  wyjeżdżamy pod koniec tygodnia a ona dopiero za miesiąc, więc w gruncie rzeczy Nath może mieszkać przez ten miesiąc z nią. Ale to nie zmienia sprawy, że w końcu wyjedzie, zostawi szkołę, życie w Londynie i przede wszystkim Ciebie  – westchnęła dziewczyna.
„Styles... burza mózgów. Co można zrobić, żeby ją tu zatrzymać?” Zacząłem się zastanawiać. Szczerze, to przez to co powiedziała Lily, zdecydowałem, że muszę porozmawiać porządnie z Nath i powiedzieć jej w końcu co do niej czuję. Za dużo ryzykowałbym zwlekając z tą rozmową.
- Lily... zrobiłabyś coś dla mnie? – spytałem po chwili namyśleń dziewczynę.
- Jasne, o co chodzi?
- Przygotuję jutro dla Nathalie pewną niespodziankę. – zacząłem, po czym opowiedziałem dziewczynie cały mój plan. Lily zgodziła się mi pomóc, teraz trzeba będzie tylko zadzwonić do Louisa i poprosić go o pomoc w przygotowaniu...


- Dobra, kilka rzeczy, które miała w szpitalu spakowałam i zawiozę jej do mieszkania. Przywiozłam jej coś ładnego do ubrania – wyszczerzyła się – na co czekasz? Idź do niej! – poganiała mnie nadal podekscytowana czarnowłosa. Gdy otwierałem drzwi prowadzące do sali, w której leżała Nath, poczułem kopnięcie w tyłek. Gwałtownie się odwróciłem i spojrzałem na wyszczerzoną Lily – No co! Na szczęście! – wystawiła język a ja tylko pokręciłem głową i wszedłem do sali Nathalie. Dziewczyna siedziała na łóżku tyłem do mnie. Obserwowała to, co się dzieje za oknem i chyba nawet nie usłyszała jak wszedłem do pomieszczenia. Cicho do niej podszedłem i obejmując ją w pasie od tyłu i nachylając do jej ucha szepnąłem – Cześć mała – Dziewczyna pod wpływem mojego dotyku i głosu podskoczyła wystraszona w miejscu. Obróciła się z przerażoną miną i gdy mnie zobaczyła na jej ustach pojawił się uśmiech. – Cześć Harry – powiedziała uśmiechnięta. Była lekko umalowana, tak żeby zakryć kilka siniaków na jej twarzy. Nie dziwię się, na jej miejscu też nie chciałbym, żeby ludzie oglądali mnie w takim stanie. – Czy ty zawsze musisz mnie straszyć? A poza tym nie jestem mała – powiedziała oburzona i dźgnęła mnie w brzuch.
- Hmm... tak – powiedziałem uciekając przed kolejnym ‘ciosem’ wymierzonym w mój brzuch. – Jesteś mała i zawsze dla mnie będziesz – uśmiechnąłem się.
- A tak właściwie, to co Ty tutaj robisz?
- Porywam Cię!
- Gdzie? Po co? – spytała zdezorientowana brunetka.
- Tajemnica i niespodzianka – wystawiłem język – wstań. – Dziewczyna chwilę na mnie patrzyła, najprawdopodobniej próbując rozgryźć co się tu dzieje, w końcu poddała się i wstała. Ubrana była w ładną sukienkę przed kolano, białą w granatowe kwiaty, na kształt lilii u dołu sukienki. Na nogach miała w brązowe sandałki a jej brązowe włosy, były fikuśnie upięte w artystycznym nieładzie, zostawiając kilka ‘wolnych’. Wyglądała ślicznie. Podszedłem do niej od tyłu i zawiązałem jej na oczach chustkę.
- Czy to – powiedziała wskazując na apaszkę – jest konieczne?
- Tak. Jak już powiedziałem... to niespodzianka i ma być do samego końca niespodzianką.
- To jak ja zejdę na dół? – spytała zmartwiona brunetka.
- Tym sobie głowy nie zaprzątaj – powiedziałem i wziąłem ją na ręce. Nathalie cicho pisnęła zaskoczona i zawinęła swoje ręce dookoła mojej szyi kurczowo się jej trzymając.
- Jesteś walnięty! – westchnęła.
- Mam to rozumieć, jako komplement? – wyszczerzyłem się wychodząc z sali i idąc długim, szpitalnym korytarzem.
- Rozum to jak chcesz. Ja tylko stwierdzam fakty – zaśmiała się dziewczyna. Zeszliśmy na dół i skierowałem się na parking. Z niesieniem Nathalie nie było najmniejszego problemu. Była zaskakująco lekka. Prawie w ogóle nie czułem tego maleństwa spoczywającego w moich ramionach. Doszedłem do mojego samochodu i otwierając drzwi od strony pasażera posadziłem dziewczynę na jej miejscu i zapiąłem jej pas.
- Czuję się jak jakieś dziecko – zaśmiała się swoim ślicznym głosem. Idąc od strony drzwi kierowcy i siadając za kółkiem, sprawdziłem szybko pocztę. „1 sms od Louis”. Otwarłem wiadomość i przeczytałem szybko jej treść:
“Wszystko jest gotowe. Możecie przyjeżdżać. Lou x.”
„Dzięki, właśnie wyjeżdżamy ze szpitala xx.” – wklepałem szybko w klawiaturę dotykowego ekranu i wysłałem Louisowi wiadomość. Odpaliłem silnik i ruszyliśmy w drogę. Do celu mieliśmy około pół godziny drogi. Włączyłem cicho radio, które cicho pomrukiwało w tle podczas, gdy my z Nath rozmawialiśmy.
- Czy mogę wiedzieć gdzie jedziemy? – spytała brunetka.
- Nie! mówiłem Ci, że to niespodzianka niecierpliwcu – zaśmiałem się.
- okejjjj... – jęknęłam dziewczyna – będę CIERPLIWA i poczekam – westchnęła. W radiu zaczęła lecieć jakaś piosenka a Nathalie zaczęła ją śpiewać. Nie podgłaśniałem piosenki, ponieważ teraz mogłem rozkoszować się jej czystym, pięknym głosem.
- Pięknie śpiewasz – powiedziałem jej, jak piosenka się skończyła, a ona przestała śpiewać.
- Dziękuję – szepnęła a ja mogłem się założyć, że jej policzki lekko się zarumieniły. Zaśmiałem się na ten widok pod nosem i wróciłem do obserwowania drogi przed nami. „Jak tak będziesz na nią patrzył, to zaraz wylądujecie w rowie!” Odezwało się jak zawsze pocieszające drugie Ja.


Siedziałam z Harrym w samochodzie i gdzieś jechaliśmy. Tylko gdzie? Nie miałam pojęcia. Harry tak jak mnie porwał ze szpitala, tak nie powiedział ani słowa co do tego gdzie i w jakim celu jedziemy. Rozmawialiśmy o wszystkim, tylko nie o tym. Jedyne co wiedziałam to że to niespodzianka. Mimo wszystko, czułam się świetnie w jego towarzystwie. Przede wszystkim nie myślałam już o Danym...
W końcu samochód zatrzymał się, a Harry poprosił mnie, żebym chwilę poczekała. W środku skręcało mnie z ciekawości gdzie jesteśmy i co tu robimy. Ta ‘chwila’ zaczęła się trochę dłużyć, ale doczekałam się i już chwilę później Harry prowadził mnie ostrożnie z jeszcze zawiązaną chustką na oczach.
- Uwaga będziemy wchodzić kawałek pod górkę i tu są kamyki. Uważaj. – poinstruował mnie chłopak i szedł tuż obok mnie, będąc w pogotowiu. Faktycznie. Podłoże po którym szliśmy było twarde i było tak trochę kamieni. Nagle coś zatrzymało moją nogę i straciłam grunt pod nogami. Zaczęłam lecieć w przód i byłam już przygotowana do upadku, gdy mocne, silne, ciepłe dłonie chłopaka złapały mnie w talii, skutecznie ratując przed upadkiem. Harry stał tak chwilę ze mną w ramionach po czym postawił mnie stabilnie na nogach i mogliśmy iść dalej. Tym razem jednak nie szłam w jego asyście, tylko trzymał rękę w moim pasie. „Stwierdził pewnie, że lepiej Cię trzymać, a nie zbierać zaraz z ziemi”.  Po kilku krokach przeszliśmy na inne podłoże. Musiała to być trawa, ponieważ czułam, że jest miększe od dróżki i łaskotało mnie w stopy. Gdy nie mogłam polegać na swoim wzroku postarałam się wyostrzyć inne moje zmysły. Dookoła unosił się zapach kwiatów a dobrze słyszalne były świergoty ptaków.
Nagle stanęliśmy i Harry odwiązał mi chustkę z oczu. To co było przede mną zaparło mi dech w piersiach. Byliśmy na wzgórzu. Pośrodku rosło piękne drzewo a pod nim rozłożony był koc, mały stoliczek, kwiaty w wazonie, przygotowane świeczki, jedzenie i picie. Przed wzgórzem rozciągała się piękna panorama. Widok normalnie jak z bajki. Poczułam się jak księżniczka zaproszona na randkę przez swojego księcia „Jeszcze tylko białego rumaka wam brakuje i zamku i będzie komplet!”.
- Jejku Harry... – wydusiłam z siebie a w moich oczach stanęły łzy.
- Nie płacz, coś jest nie tak? – chłopak mnie przytulił.
- Nie, to jest cudowne. Jeszcze nigdy nikt niczego takiego dla mnie nie zrobił – powiedziałam podnosząc głowę i patrząc na chłopaka.
- Po prostu jesteś dla mnie wyjątkowa – powiedział ocierając kciukiem moje łzy i uśmiechając się delikatnie. Wpatrywał się w moje tęczówki a ja w jego. Były tak głębokie i znów się w nich zatraciłam. Były piękne, tak jak on cały. Twarz chłopaka coraz bardziej się zbliżała i dzieliły nas zaledwie milimetry. Nie wzbraniałam się przed tym. Każda cząsteczka mojego ciała pragnęła tego w jakiś sposób i przyciągała mnie do niego i jego malinowych ust. W końcu nie dzieliło nas już prawie nic i chłopak złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Moje ciało przeszły dreszcze, ale były przyjemne. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie i nigdy się nie skończyła. Zaczęłam rozumieć nareszcie co do niego czuję. Teraz byłam upewniona w moich uczuciach. Chłopak oderwał się ode mnie i popatrzył głęboko w oczy. I wtedy usłyszałam coś, czego pragnęłam jeszcze bardziej niż tego pocałunku.

„Kocham Cię”


Dwa słowa dziewięć liter. Tak mało, a za razem tak wiele.

- Ja Ciebie też – powiedziałam bez żadnych wątpliwości. Na twarzy Harrego zagościł wielki uśmiech i znów połączyliśmy nasze usta, tym razem, w bardziej namiętnym pocałunku.
- Więc.. teraz tak bardziej oficjalnie, Nathalie Gold, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją dziewczyną? – spytał uśmiechnięty chłopak.
- No nie wiem... – zaczęłam się z nim droczyć a jemu mina zrzedła – Jasne że tak, głuptasie – poczochrałam go po jego cudownych loczkach i pocałowałam.





Oszalałam... rozpieszczam was jak nie wiem.. trzy rozdziały w ciągu 3 dni! nowy rekord.
Tak się składa, że to chyba jedyny rozdział, który mi osobiście się podoba (cóż począć z tym moim shipperskim sercem...) Mam nadzieję że wam się też spodoba i z niecierpliwością czekam na wasze opinie! Jak wiecie one są dla mnie najważniejsze. Nie wiem co jest z moją weną (o dziwo współpracuje!) To jest aż dziwne, ale chyba jest plusem na waszą korzyść :D
Co tu dużo gadać... Dziękuję tym co byli, są i będą! :)
Ściskam, pozdrawiam i całuję!
greenapple xx.

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 12

Dedykuję ten rozdział @KateG277 i @natalia_gajo :)



To dziwne... Śnił mi się koszmar. Byłam w nim Ja i Dany. Stało się to co zawsze, tylko mocniej, boleśniej i mniej świadomie. I co najgorsze, koszmar trwał i trwał a w kulminacyjnym momencie się urwał. Nastała jedynie ciemność...
Otwarłam powoli oczy i zaatakowało mnie mocne światło i wszechobecna biel. To było aż przerażające. Pierwsza moja myśl „Czy ja w ogóle żyję?”.
Ta jasność, uderzyła z taką siłą, że przymknęłam oczy i zanim cokolwiek spostrzegłam, kilka razy zamrugałam powiekami, żeby przyzwyczaić oczy do wszystkiego wokoło.
Otwarłam je po raz kolejny, tym razem rozróżniając poszczególne rzeczy. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, albo raczej kto to stojący przy moim łóżku Harry. „Co on tu robi?”.
Zaczęłam się rozglądać po reszcie pomieszczenia, to nie był mój pokój ze ścianami w morskim kolorze... Wszystko tu było białe i sterylne. Czyste i prosto urządzone.
- Harry, co tutaj robisz? Gdzie ja jestem? – powiedziałam do chłopaka bacznie mnie obserwującego i dopiero teraz poczułam, że mówienie sprawia mi trudność. Miałam suche gardło i każdy dźwięk przeze mnie wydany, jeszcze bardziej je podrażniał. Chłopak wziął moją dłoń do swojej i zaczął gładzić ją po wierzchu. Moje ręce były tak zmarznięte i skostniałe. Jego delikatny, ciepły dotyk sprawiał, że przez moje ciało przechodził prąd.
- Nath... jesteś w szpitalu – powiedział powoli a przez moją głowę zaczynały przelatywać bolesne wspomnienia. Dany. Jego wściekłość. Jego ciosy. Jego agresja... to wcale nie był sen. Po moich policzkach, mimowolnie zaczęły spływać słone krople. Brunet oderwał na chwilę swoją ciepłą dłoń od mojej i wytarł łzy spływające po mojej twarzy.
Próbowałam podnieść się i usiąść na łóżku, jednak przeliczyłam się, ponieważ z każdym, choćby minimalnym ruchem, wiązał się przeszywający ból. Harry zauważył moją nieudolną próbę i pomógł mi usiąść, tym samym poprawiając mi poduszkę i pościel.
Siedzieliśmy tak w niczym krępującej ciszy. Ja wpatrywałam się tępo w bliżej nieokreślony punkt na białej ścianie przede mną, a Harry przyglądał się mi.
Gdy patrzyłam na niego widziałam w jego zielonych oczach troskę i chęć pomocy.
Przyszedł lekarz. Pytał, jak się czuję, zapisywał coś, przełączał na aparaturze, do której byłam przypięta i wyszedł. Nie mając co robić i żeby odpędzić się od niechcianych, bolesnych myśli rozmawiałam z Harrym. Co chwilę pytał się, czy czegoś nie potrzebuję, czy wszystko OK...
Był taki troskliwy i opiekuńczy.
- Właśnie nie powiedziałem Ci najważniejszego! – krzyknął uradowany chłopak.
- Mów.. – powiedziałam z uśmiechem.
- Dziś pani Montgomery wywiesiła wyniki ‘przesłuchań’ do musicalu. – powiedział podekscytowany – I zgadnij kto zgarnął główną rolę?
- Hmm... – udawałam że myślę – Ty? – chłopak nic nie odpowiedział, tylko wyszczerzył się triumfalnie. – A tak nawiasem mówiąc, co wystawiają?
- Romeo i Julię. I tu następuje ta lepsza część. Zgadnij kto gra Julię...
- Oświeć mnie Romeo – prychnęłam.
- Ty! – krzyknął a ja na to otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
- Serio? – powiedziałam nadal w szoku.
- Tak, a co nie cieszysz się? Będziemy grać zakochańców – pokiwał śmiesznie brwiami na co ja zaczęłam się śmiać. To nie był dobry pomysł, wraz ze śmiechem, pojawił się ostry, kłujący ból w brzuchu. Natychmiast na mojej twarzy pojawił się grymas i złapałam się za bolący brzuch. Przerażony chłopak patrzył na mnie i powiedział szybko – Nic Ci nie jest. Jezu, Nat przepraszam – jęknął i nadal przyglądał mi się, nie za bardzo wiedząc co zrobić. – Mam zawołać lekarza? – spytał przerażony.
- Nie, nic się nie stało... zaraz powinno przejść. Chyba nie pozrywałam szwów – powiedziałam siląc się na uśmiech, jednak jemu nie było do śmiechu.
- Może ja jednak zawołam lekarza – powiedział poważnym tonem.
- Jeżeli Cię to uspokoi i pozostawi w przekonaniu, że wszystko jest OK. To wołaj... – westchnęłam głęboko, a chłopak szybko wstał, wyszedł z sali i po chwili wrócił z lekarzem, który wcześniej u mnie był.
- Co się stało? – spytał podchodząc do mnie.
- Śmiałam się i zaczął mnie boleć brzuch – powiedziałam krótko. Mężczyzna w białym kitlu podszedł do mnie, odsłonił kołdrę, podwinął mi kawałem podkoszulka i lekko odklejając plaster zaczął oglądać zszytą wcześniej ranę po zabiegu.
- Wygląda na to, że szwy są całe. Ale proszę uważać, chyba nie chce pani przechodzić kolejnego zabiegu – powiedział całkiem poważnie.
- Dziękujemy doktorze – odezwał się Styles. – Będę jej pilnował – powiedział po czym lekarz wyszedł.
Popatrzyłam się na chłopaka, który właśnie siadał na krzesełku dostawionym do mojego łóżka.
- Ty sobie chyba żartujesz!
- W jakiej kwestii? – spytał nieco zbity z tropu.
- Nie będziesz tu siedział cały czas! Nie ma mowy! Masz swoje własne życie, jutro szkoła, musisz się wyspać, nie pozwolę Ci tu siedzieć i mnie pilnować! – powiedziałam oburzona.
- Nie dyskutuję na ten temat. Będę tu siedział i Cię pilnował, i nie ma nie.
- Ale... – nie dał mi nawet dokończyć.
- Nie ma żadnego ale! Ze mną się nie dyskutuje – powiedział stanowczo.
- A pytałeś o zgodę Janette? – próbowałam wymyślić coś co odwiedzie go od tego głupiego pomysłu, lecz na marne.
- Tak, napisałem jej, że jestem u Ciebie w szpitalu i nie wiem kiedy wrócę – uśmiechnął się szeroko.
- Czyli widzę, że jestem skazana na Ciebie przez cały czas... – westchnęłam teatralnie, drocząc się z chłopakiem.
- Ejj.. nie będzie aż tak źle – powiedział oburzony.
- Jeszcze się przekonamy... – wystawiłam mu język.

Siedziałem tak u Nathalie cały czas, rozmawiając i pomagając jej w niektórych czynnościach. Coś w środku mnie, było bardzo ciekawskie i chciało się spytać o dokładne okoliczności, tego co się stało, lecz cząstka mnie na szczęście posiadała zdrowy rozsądek i odwiodła mnie od tego pomysłu. W końcu, zmęczona wszystkimi wydarzeniami tego dnia, Nath zasnęła.
„Bardzo dobrze że zasnęła, należy jej się porządny odpoczynek!”  pomyślałem, a moje drugie ja od razu dodało „Tak, bo możesz wtedy bezkarnie się w nią wpatrywać!”.
Co prawda, to prawda... wykorzystałem to do wpatrywania się w jej spokojną twarz. Tak delikatną i wrażliwą, za razem ozdobioną kilkoma sinymi ‘pamiątkami’. Patrzyłem się jak jej klatka piersiowa spokojnie i rytmicznie unosi się i opada. Jej lekko rozchylone, malinowe usta były tak kuszącą propozycją, można by powiedzieć nie do odrzucenia. Jednak wolałem tego nie robić. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i wygodnie się rozsiadłszy na fotelu stojącym trochę dalej, zasnąłem.

Wielka, zielona polana, obsypana pięknymi kwiatami, a po środku Ona. Tańcząca w zwiewnej białej sukience i śpiewająca coś, swoim pięknym, anielskim głosem. Ptaki świergoczące dookoła. Zdawało by się że śpiewają swoją wspólną melodię właśnie dla niej.
Poruszająca się z gracją i wielką delikatnością brunetka, zdawała się być zatracona w swojej idealności i wrażliwości. Kto powiedziałby, że scena rozgrywająca się tu, przede mną nie jest piękna, nie miałby zupełnie racji. Patrzenie na nią napawało człowieka dodatkową energią.
Dziewczyna zauważyła mnie i na chwilę przestała. Mogło mi się wydawać, lub nie, ale na mój widok na jej twarzy, pojawił się duży, szczery uśmiech, i już chwilę później biegła w moją stronę. Nie wiedziałem za bardzo co zrobić i stałem w miejscu, czekając na dalszy bieg wydarzeń. Nathalie była coraz bliżej i już chwilę później, jej drobne ciało wtulało się w moje. Biło od niej takie ciepło i żywa energia. Oderwała się ode mnie i patrząc mi głęboko w oczy powiedziała te dwa słowa. „Kocham Cię”  Po czym namiętnie wpiła się w moje usta. Poczułem mocne dreszcze przechodzące przez całe moje ciało. Czułem, że teraz mogę wszystko. W tym momencie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i nic nie mogło tego zmienić...

...Chociaż... mogło i zmieniło. A mianowicie głośne skrzypnięcie drzwi, po którym momentalnie otwarłem oczy. „Czemu to był TYLKO sen?” jęknąłem w duchu, gdy zorientowałem się, że moja wizja nie była prawdziwa i ja nadal jestem w szpitalu.
Podniosłem głowę i spojrzałem na źródło hałasu. Była nim Lily, która właśnie przed momentem weszła do pomieszczenia, wyrywając mnie z mojego najpiękniejszego snu!
„Zabiję...”.
- Harry.. uh, przepraszam że Cię obudziłam... – powiedziała skruszona dziewczyna. – Przed chwilą wróciłam, i chciałam sprawdzić, czy wszystko OK.
- Nic się nie stało. Z Nath wszystko w porządku. – uśmiechnąłem się zmęczony do dziewczyny.
- Skoro już nie śpisz, to daj się wyciągnąć na obiecaną kawę, musimy porozmawiać – powiedziała poważnym tonem czarnowłosa.
- Jasne ...




Moja wena współpracuje! To niemożliwe! Chyba tylko dzięki wam, dziękuję za komentarze xx.